Około 47 kilometrów górskiej trasy, blisko 2500 metrów przewyższenia i 11 godzin limitu. 420 zgłoszonych uczestników, 360 osób na starcie i 280, które ukończyły Marsz w regulaminowym czasie. Tak w liczbach wyglądała XV edycja Marszu Śladami gen. Fieldorfa ps. „Nil” – „Od Zmierzchu do Świtu”. Ale liczby pokazują tylko niewielką część tego wydarzenia.
Marsz NILA od piętnastu edycji łączy sportowe wyzwanie, wojskowy charakter, edukację historyczną i pamięć o ludziach, dla których słowa Bóg – Honor – Ojczyzna nie były hasłem, lecz życiowym zobowiązaniem.
Jego patronem jest gen. August Emil Fieldorf ps. „Nil” – legionista, oficer Wojska Polskiego, emisariusz, żołnierz Armii Krajowej i pierwszy dowódca Kedywu KG AK. Marsz przypomina również o żołnierzach Armii Krajowej i lokalnych strukturach konspiracyjnych działających na terenie dzisiejszej trasy, w szczególności o Obwodzie AK „Murawa” i Zgrupowaniu „Kamiennik”.
To właśnie od historycznej nazwy „Murawa” swoją nazwę zaczerpnęła Fundacja Rozwoju Sportu i Promocji Obronności „MURAWA”, która wraz z Jednostką Wojskową NIL organizuje wydarzenie.
Marsz jest również formą pamięci o gen. broni Włodzimierzu Potasińskim i nawiązaniem do tradycji współczesnych polskich Wojsk Specjalnych.

Jedna noc, której nie przygotowuje się w jeden dzień
Dla uczestnika Marsz rozpoczyna się odprawą, a później sygnałem do startu na Suchej Polanie. Dla organizatorów rozpoczyna się wiele miesięcy wcześniej.
Przygotowanie jubileuszowej edycji oznaczało setki godzin pracy: uzgodnienia z wojskiem, samorządami, instytucjami, służbami i właścicielami terenów, przygotowanie i sprawdzenie trasy, zabezpieczenie medyczne i ratownicze, logistykę, parkingi, punkty kontrolne, bazę zawodów, wolontariuszy, partnerów, sponsorów, nagrody, materiały historyczne, oprawę wydarzenia, pokazy oraz dziesiątki spraw, których uczestnik – i bardzo dobrze – nigdy nie powinien nawet zauważyć.
Ogromną część tej pracy od lat bierze na siebie Robert „Kornik” Kora, wiceprezes Fundacji MURAWA, dla którego Marsz stał się czymś znacznie większym niż kolejnym przedsięwzięciem sportowym.
Wielomiesięczne przygotowania do każdej edycji oznaczają godziny rozmów, spotkań, telefonów i wyjazdów, poszukiwanie środków i partnerów, pracę nad historią oraz pilnowanie setek drobnych elementów, które ostatecznie muszą spotkać się w jednym miejscu i o jednej godzinie.
Jak sam podkreśla, największą satysfakcją nie jest jednak to, że wszystko udało się organizacyjnie „spiąć”, ale widok ludzi stojących na starcie i świadomość, że historia, której poświęciło się tyle czasu, nadal potrafi ich poruszyć.
Marsz NILA nie jest projektem realizowanym przez jednego człowieka. Wokół niego przez lata powstał zespół ludzi, instytucji i przyjaciół, bez których jego obecna skala nie byłaby możliwa.
360 osób ruszyło w noc
Do jubileuszowej edycji zgłosiło się 420 uczestników. Nie wszyscy mogli jednak dotrzeć na Suchą Polanę – w wielu przypadkach zdecydowały o tym obowiązki służbowe i zawodowe. Ostatecznie na starcie stanęło 360 osób.
Przed nimi było około 47 kilometrów Beskidu Wyspowego i Makowskiego, blisko 2500 metrów przewyższenia i noc, podczas której bardzo szybko weryfikowane są przygotowanie, doświadczenie i umiejętność gospodarowania własnymi siłami.
W regulaminowym limicie 11 godzin do mety dotarło 280 uczestników. Pozostali przekroczyli limit lub zakończyli próbę wcześniej. I również oni zasługują na szacunek, bo samo podjęcie tego wyzwania wymaga odwagi.

Organizatorzy od lat powtarzają uczestnikom jedno: w górach nie jest wstydem zrezygnować. Zdrowie i bezpieczeństwo zawsze stoją ponad wynikiem. Marsz ma sprawdzać człowieka, a nie zmuszać go do podejmowania nierozsądnego ryzyka.
Historia spotyka współczesność
Wyjątkowym miejscem wydarzenia pozostaje Sucha Polana, związana z działalnością Armii Krajowej i partyzantki ziemi myślenickiej. To tutaj historia nie jest jedynie dodatkiem do zawodów.
Jubileuszowa edycja ponownie połączyła rekonstrukcję i edukację historyczną ze współczesnym wojskiem. Uczestnicy i publiczność mogli zobaczyć elementy pokazów wojskowych, lotniczych i spadochronowych, a także dynamiczne działania żołnierzy Jednostki Wojskowej NIL.
To celowe połączenie. Młody człowiek może przyjechać zobaczyć śmigłowiec, operatorów czy spadochroniarzy, a przy okazji dowiedzieć się, kim był Fieldorf, czym był Kedyw i dlaczego właśnie na Suchej Polanie wspominamy żołnierzy Armii Krajowej. Jeżeli po powrocie do domu zacznie szukać dalej – cel został osiągnięty.
Marsz tworzą ludzie
Za XV edycją stały dziesiątki osób. Żołnierze JW NIL, ratownicy Grupy Podhalańskiej GOPR, wolontariusze, Stowarzyszenie Militarne GROT, młodzież i nauczyciele, strażacy OSP, lokalne stowarzyszenia i Koła Gospodyń Wiejskich, samorządy, instytucje historyczne, partnerzy oraz sponsorzy.
Jedni byli widoczni na Suchej Polanie. Inni pracowali nocą w górach. Jeszcze inni pomagali wiele tygodni wcześniej albo wtedy, gdy ostatni uczestnicy dawno wrócili już do swoich domów.

Być może właśnie to najlepiej pokazuje, czym po piętnastu edycjach stał się Marsz NILA. Nie jest już tylko imprezą sportową. To spotkanie wojska i cywilów, historii i współczesności, starszego i młodego pokolenia. To nocna próba charakteru, ale jednocześnie żywa lekcja historii. Kiedy nad ranem uczestnicy docierają do mety, kończy się ich blisko pięćdziesięciokilometrowa droga. Dla organizatorów pozostają jeszcze kolejne dni pracy. Później przychodzi moment, kiedy zaczyna się myśleć o następnej edycji.
Przez piętnaście lat jedno się nie zmieniło: W TWOJEJ GŁOWIE JEST TWOJA SIŁA. NUMQUAM CEDERE.
Źródło: materiał organizatora


