Rozmowa z Tomaszem Laskowskim – weteranem wojsk specjalnych, uczestnikiem misji zagranicznych i instruktorem strzelectwa.
Jest pan byłym operatorem sił specjalnych, kojarzonym przede wszystkim z Jednostką Wojskową GROM, weteranem misji w Iraku i Afganistanie, doświadczonym strzelcem taktycznym. Może pan krótko przybliżyć naszym czytelnikom przebieg pana służby.
Zaczynałem w 1993 roku od służby zasadniczej w JW 4101 Lubliniec. Wtedy był to jeszcze batalion przeniesiony z Dziwnowa. Później służyłem w 56. Kompanii Specjalnej u majora Arkadiusza Kupsa. Można powiedzieć, że jestem starą gwardią.
Kończąc służbę zasadniczą, zostałem w wojsku jako żołnierz kontraktowy. Wróciłem do Lublińca, który był już 1. Pułkiem Specjalnym. Służyłem tam 10 lat, robiąc specjalizację jako płetwonurek bojowy w plutonie płetwonurków. Pierwszą półroczną misję w Iraku odbyłem jeszcze jako żołnierz Lublińca.
Przychodzi czas, kiedy przeżywamy rozczarowania związane ze służbą i chcemy się bardziej rozwijać. Z tego względu postanowiłem spróbować przejść selekcję do Jednostki Wojskowej GROM. Udało mi się to za pierwszym razem. Po powrocie z Iraku rozliczyłem się z dotychczasową jednostką i wstąpiłem w szeregi GROM-u. W październiku 2005 roku zacząłem kurs podstawowy, a w następnym roku szykowałem się już do kolejnej misji w Afganistanie. Było to bardzo dynamiczne i szybkie przejście oraz wgryzienie się w strukturę nowej firmy, w jej sposób działania. Udało się przejść cały proces szkolenia podstawowego, a dzięki temu, że dostałem się do Zespołu Bojowego „A”. od razu miałem szansę zaprezentowania chłopakom siebie jako człowieka i swoje walory jako żołnierza. Nie było żadnego zmiłuj, za to konkretny sprawdzian czy człowiek odnajduje się w takiej formule. W następnych latach byłem jeszcze cztery razy na misji w Afganistanie, w 2007 i 2008 oraz później na misji, na której zginął kpt. Krzysztof Woźniak.
Jedną z moich kluczowych specjalizacji był nurek bojowy, w GROM-ie byłem także operatorem i brydżerem. Pełniłem też funkcję kierowcy i miałem okazję prowadzić różne pojazdy. Teraz jest od tego odrębny zespół mobility, który jest bardzo mocno wyspecjalizowany w prowadzeniu pojazdów bojowych.
Polecamy: Wydanie specjalne SOF MAG – 35 lat JW GROM >>
Szkoliłem się także w tzw. grupie górskiej, gdzie byliśmy przeznaczeni do przygotowania szlaków i przepraw dla naszych kolegów, którzy nie mieli doświadczenia w działaniach w górach. Przeszedłem wszelkie szkolenia lawinowe, specjalistyczne oraz wspinaczkowe.
Oczywiście moją podstawową specjalizacją był nurek bojowy, praca na tlenie oraz wsparcie i działania na wodzie, na przykład abordaże.
W ostatnim etapie mojej służby w Jednostce Wojskowej GROM przydzielony zostałem do zespołu wsparcia, gdzie pomagałem chłopakom z oddziału EOD w tematyce brydżerskiej. Jako instruktor pomagałem szkolić młodą kadrę w tej specjalizacji.
Przyszedł jednak moment, kiedy zdecydował się pan odejść z jednostki. Czym się pan zajmuje obecnie, w cywilu?
W 2015 roku miałem wypadek i przechodziłem rehabilitację. Z przyczyn zdrowotnych, kontuzji kolana i nogi, nie mogłem brać udziału w działaniach bojowych. Musiałem powrócić do pełnej sprawności i w tym czasie w ramach prowadzonej fundacji mocno zaangażowałem się w szkolenia strzeleckie ludzi z cywila. Trwało to 2,5 roku. W 2017 roku postanowiłem, za zgodą dowódcy, założyć firmę szkoleniową i spróbować swoich sił na rynku cywilnym. Wtedy jeszcze nie było ku temu przeciwskazań. Później zaczęło powodować to pewne perturbacje i musiałem podjąć decyzję, czy zostaję w jednostce, czy realizuję siebie na rynku cywilnym. Wykonałem tak dużo inwestycji i zaangażowania w swój projekt, że w 2018 roku postanowiłem rozstać się z JWG. Było to uwarunkowane również tym, że nigdy nie wróciłem do pełnej sprawności. Od tego czasu rozwijam swoją firmę. Najpierw był to Grom Professional Shooting, później nazwa została zmieniona na Grom Academy, gdzie rozwijam zagadnienia związane z bezpieczeństwem i szkolenia strzeleckie. Ze względu na moje doświadczenia z jednostki zajmuję się też sprawami związanymi z wdrożeniem różnego sprzętu, jak testy broni czy pojazdów bojowych dla firm cywilnych, które chciały dokonać w nich modyfikacji i zaoferować je wojsku.
Zrealizowane szkolenia to często bardzo poważne projekty chociażby dla pracowników akcji humanitarnych, którzy realizowali później pomoc w różnych rejonach świata, jak Ukraina, Syria czy Bliski i Daleki Wschód.
Oczywiście nie była to wyłącznie moja praca, bo jeden człowiek nie jest w stanie zrealizować tak dużych projektów, a w różnych dziedzinach wspierali mnie znajomi specjaliści.
Cały wywiad możesz przeczytać w czasopiśmie SOF MAG – numer 3/2025, które już teraz możesz kupić w naszym sklepie internetowym lub w sieci sklepów Empik.

