Rozmowa, o współczesnej ochronie i wyzwaniach dla bezpieczeństwa infrastruktury morskiej, z Cezarym Jóźwiakiem – Dyrektorem Oddziału ORLEN Ochrona w Gdańsku.
Zanim zaczniemy rozmawiać na temat ochrony, proszę przybliżyć czytelnikom czasopisma SOF MAG swój dorobek zawodowy z czasów poprzedzających pracę w ORLEN Ochrona. Czy to prawda, że byłeś żołnierzem tak zwanego starego GROMU?
Tak, byłem i w starym, i w nowym GROM-ie. Zacząłem służbę w 1992 roku, a skończyłem w 2012 po Euro 2012. Teraz, poza godzinami służbowymi, jestem żołnierzem aktywnej rezerwy z przydziałem do Centrum Szkolenia Wojsk Specjalnych w Gdyni, gdzie zajmuję się szkoleniem sterników łodzi bojowych.
Czym zajmowałeś się w GROM-ie? Też łodzie?
Tak, oczywiście. Zaczynałem w Zespole Bojowym „Alfa” w nieetatowej grupie wodnej. Współtworzyłem tę część naszej jednostki. Następnie byłem dowódcą sekcji i grupy łodzi bojowych w ramach Zespołu Bojowego „Beta”. Z czasem zostałem oddelegowany do Petrobaltiku i tak przeszedłem ze struktur wojskowych do cywilnych, ale z łodziami patrolowymi nie rozstałem się do dziś.
Cofnijmy się o dekadę. Jakie wtedy były wyzwania dla ochrony obiektów infrastruktury krytycznej w Polsce, w tym od strony morza? Czy odczuwalne były konsekwencje akcji Greenpeace na polskiej platformie wiertniczej na Bałtyku, czy też realne zagrożenia wynikały raczej z innych czynników?
Terroryzm. W tamtym czasie było to zagrożenie terrorystyczne, nie akcje ekologicznych aktywistów. Świat ciągle otrząsał się po zamachach na WTC w 2001 roku. W roku 2004 w branży morskiej zaczął obowiązywać ISPS Code, czyli ogólnoświatowy standard ochrony portu, statków i armatora. Dodatkowo Gdańsk miał być częścią wielkiego wydarzenia, jakim były mistrzostwa w piłce nożnej Euro 2012. Budowaliśmy w tym obszarze system ochrony praktycznie od zera. Pamiętam, że wtedy Naftoport w zakresie ochrony fizycznej posiadał tylko trzy punkty dozoru od strony lądu. I tyle. Ochrona od strony morza nie istniała w ogóle.
Z dzisiejszej perspektywy to jest trudne do wyobrażenia, ale takie były czasy. Jakie wtedy były główne zadania w zakresie ochrony instalacji związanych z rafinerią, portem i produkcją paliw?
W pierwszej kolejności zredukowanie do zera włamań do rurociągów przesyłowych paliw pomiędzy terminalem morskim a rafinerią. To niby tylko kilkanaście kilometrów, ale nielegalne odwierty i kradzież ropy były wtedy zmorą cyklu produkcyjnego, a tym samym pionu ochrony. Dodatkowo pojawiały się kwestie ekologiczne, związane z lokalnymi skażeniami gruntów, a także uwarunkowania społeczne dotyczące określonej grupy sprawców oraz trudnej w tamtym okresie sytuacji ekonomicznej mieszkańców tej części Gdańska.
A co z morzem?
Tu też się wiele zmieniło. Stworzyliśmy nowy system ochrony. Podkreślam słowo system, gdyż wdrożone zostały nowe rozwiązania organizacyjne, a razem z nimi nowa technika. Naftoport był pierwszym portem morskim w Polsce, w którym w związku z wejściem w życie Kodeksu ISPS utworzono zawodowy zespół ochrony wodnej, wyposażony w łodzie patrolowe. Następnie zakupiono i wdrożono do ochrony podwodny system antydostępowy. Pojawiły się drony latające do nadzoru terenu strefy bezpieczeństwa terminala i pierwszy w Polsce system detekcji oraz neutralizacji bezzałogowych statków powietrznych. Trzeba podkreślić, że budowanie zintegrowanego systemu ochrony Naftoport udało mi się zrobić przy wsparciu kolejnych zarządów spółki, niezależnie od zmian kadrowych czy politycznych. Jest to sytuacja kluczowa dla skuteczności stworzenia sprawnie działającego systemu ochrony i niestety rzadka, biorąc pod uwagę szerszy obraz.
Potem przyszedł czas na ORLEN.
Tak, i doszły kolejne zadania, a raczej wyzwania. ORLEN to wielka firma. Przede wszystkim rafinerie, bazy paliw płynnych i gazowych, bocznice kolejowe. To wszystko wymagało wprowadzenia nowych, adekwatnych do obecnych zagrożeń rozwiązań systemowych i nowej techniki. Dlatego w 2025 roku zarówno rafineria w Gdańsku, jak i w Płocku została objęta między innymi systemem ochrony antydronowej. Pierwszy taki system w ORLENIE objął właśnie Rafinerię Gdańską. Aktualnie jest systematycznie rozszerzany na kolejne obiekty w całym kraju. Podobnie jest w tak zwanej dolnej półsferze, czyli pod wodą, gdzie prowadzimy już zaawansowane testy sonarów do monitorowania toni wodnej tam, gdzie według decydentów z ORLENU będzie niezbędne uruchomienie ochrony podwodnej. Mamy świadomość, że zdarzenia na Bałtyku w ostatnich latach jednoznacznie wskazują na główne ryzyka związane z atakiem hybrydowym lub aktami sabotażu. Czyli musimy przygotować się na przeciwdziałanie nieuprawnionemu użyciu bezzałogowych statków powietrznych (BSP) oraz na atak przy użyciu różnego rodzaju urządzeń w domenie wodnej, morskiej lub portowej.
Jak w tym wszystkim wygląda czynnik ludzki? Słyszałem, że w całej policji kolejowej w Londynie jest tylko dwóch pilotów bezzałogowych statków powietrznych, a jak jest w ORLEN Ochrona? Używacie dronów czy tylko je zwalczacie?
Używamy. Od końca 2024 roku rozpoczęliśmy wdrożenie tego typu techniki oraz szkolenie kadry w tym zakresie. Dziś mamy ponad dwudziestu operatorów/pilotów dronów latających w samym oddziale gdańskim. To nie koniec, nasi pracownicy są też szkoleni cyklicznie w standardzie ratowników KPP i kilku innych obszarach. Ruszyły też prace w zakresie wdrożenia do ochrony instalacji ORLENU bezzałogowych pojazdów pływających.
Czy to efekt terminala morskiego Martwa Wisła? Ma służyć do rozładunku ropy oraz eksportu produktów ORLEN w świat?
Tak. Terminal ma już oficjalną nazwę przyjętą w dokumentach Urzędu Morskiego, dlatego intensywnie pracujemy nad rozwiązaniami w tym zakresie. To nie jedyny projekt rozwojowy, jaki aktualnie realizujemy.
Brzmi, jakby oddział ORLEN Ochrona w Gdańsku był odpowiedzialny za testy i wdrożenia w zakresie nowej techniki w ochronie całej grupy.
Tak właśnie jest. Kierownictwo pionu bezpieczeństwa ORLEN i zarząd spółki ORLEN Ochrona uzgodniło takie zadanie dla naszego oddziału ze względu na położenie i doświadczenie zespołu, którym kieruję. Teraz na morzu mają miejsce duże inwestycje i to, co wypracujemy w Gdańsku, będzie miało zastosowanie zarówno w portach, jak i na otwartym morzu, na morskich farmach wiatrowych, pływającym terminalu gazowym czy na platformach wiertniczych.
Kto jest partnerem w tych pracach? Takie rozwiązania rzadko kiedy czekają gotowe na półce, i raczej wymagają prac badawczych i rozwojowych.
W zakresie morskim naszym strategicznym partnerem jest Radmor i Grupa WB. Było o tym głośno w mediach pod koniec 2025 roku. Widzimy tutaj wspólnie możliwość synergii działań, wzajemnych korzyści i znaczącego ograniczenia czasu wdrożenia platform pływających, latających oraz kosztów.
Podpisanie porozumienia ORLENU z Grupą WB odbiło się echem w mediach krajowych. Wspomnieniami sięgam roku 2008 i demonstratora bezzałogowej łodzi patrolowej Edredon, która chyba wyprzedziła swoje czasy, a dziś w to miejsce idealnie wpasował się Storm Rider. Jak teraz wygląda morska ochrona?
Jesteśmy w trakcie finalnego etapu budowy naszych zdolności. Mamy już trzy jednostki pływające. To są szybkie łodzie motorowe, w tym jedna z kabiną i dwoma silnikami po 370 KM. Jest ona zdolna do szybkiej interwencji na pełnym morzu, nawet w zimie i niesprzyjających warunkach pogodowych. Docelowo ma stanowić element systemu ochrony infrastruktury ORLEN na Morzu Bałtyckim, w tym morskich farm wiatrowych (MFW), kabli przesyłowych i rurociągów podwodnych oraz platform wiertniczych. Razem z systemami sonarowymi (bo hydrofony się nie sprawdzają) i monitoringiem optoelektronicznym prowadzonym z łodzi załogowych i bezzałogowych, a także z powietrza przy użyciu różnego typu BSP, planujemy stworzyć system ochrony obiektów od strony morza oraz system ochrony obiektów morskich ORLENU, w tym MFW i platform wiertniczych.
Polecamy temat: Shoot house. Kluczowy element w szkoleniu operatorów bojowych >>
Morskie farmy wiatrowe to trudny temat dla monitoringu, jak i dla ochrony. Czy uda się wykorzystać wymagane w polskim przypadku systemy radarowe do wykrywania ptaków, które mają być instalowane w czasie budowy MFW do późniejszej pracy w ochronie przeciwdronowej?
Moim zdaniem nie. Producenci w opisach radaru podają, do czego jest on przeznaczony – służy m.in. do wykrywania dronów, szczególnie mniejszych. W praktyce jednak nie sprawdza się w tym zadaniu. Radary do detekcji dronów latających typu mikro- i mini muszą być specjalistycznymi urządzeniami, działającymi na wybranych pasmach częstotliwości i wyposażonymi w specjalnie przygotowane oprogramowanie. Dlatego wybór systemów technicznej ochrony o tak zwanym podwójnym zastosowaniu – na przykład radarów do nadzoru i ochrony cywilnej infrastruktury krytycznej – jest kluczowy dla systemu ochrony i obrony. Takie rozwiązania mogą znacząco wzmocnić świadomość sytuacyjną polskiej Straży Granicznej i Marynarki Wojennej. Z kolei niewłaściwy dobór systemów może przesądzić o niepowodzeniu całej, skądinąd słusznej, idei.
Są jeszcze jakieś plany dotyczące nowych systemów w ORLEN Ochrona, o których można już oficjalnie powiedzieć coś więcej? Uchylisz rąbka tajemnicy?
Tak, choć w istocie są to przede wszystkim plany Pionu Bezpieczeństwa ORLEN, które ORLEN Ochrona ma zrealizować. Widzimy duży potencjał wzmocnienia ochrony obwodowej obiektów dzięki użyciu różnego rodzaju systemów. Z kolei zastosowanie czujników gazowych może istotnie poprawić prewencję „safety” w naszych zakładach, w tym na przykład zwiększyć bezpieczeństwo ratowników przy rozpoznaniu terenu w czasie awarii przemysłowej. Na naszych rafineriach w procesach produkcyjnych bezpiecznie wykorzystuje się znaczną ilość gazów toksycznych i potencjalnie wybuchowych. Łazik-wszędołaz to bezzałogowy, a może nawet autonomiczny pojazd do monitorowania i bieżącego nadzoru obiektów lądowych – takich jak rurociągi paliwowe, kable energetyczne i inne instalacje kluczowe dla zapewnienia ciągłości działania. Kiedy ruszymy z realizacją projektów dronów nawodnych i latających, to „robopies” i łazik-wszędołaz będą kolejnymi naszymi projektami wdrożeniowymi.
Wszystkie te przykłady wydają się nadążać za tym, co widzimy w mediach w kontekście wojny w Ukrainie lub co można było zobaczyć w ostatnim czasie na targach militarnych. Tempo wydaje się zawrotne. Jakie w związku z tym są wyzwania na przyszłość? Czego brakuje na tym pięknym obrazku?
Po pierwsze, zmian w prawie. To jest absolutny priorytet. Technika już istnieje albo wkrótce będzie dostępna. Ale na niewiele to się zda, skoro nowoczesne rozwiązania – takie jak zakupiony przez ORLEN Petrobaltic bezzałogowy pojazd DriX – według krajowych przepisów Urzędu Morskiego nie mogą wykonywać autonomicznych misji bez asekuracji tradycyjnej jednostki załogowej. To absurd, który generuje zupełnie nieracjonalne koszty. W przepisach krajowych nie jest uregulowana kwestia obowiązku ochrony przez operatorów morskiej infrastruktury krytycznej. Jesteśmy na finalnym etapie budowy pierwszej MFW, kosztującej miliardy złotych. I tych przepisów na dziś nie ma. W ustawie o ochronie osób i mienia brakuje informacji na temat obowiązku użycia zawodowych formacji ochrony (SUFO i WSO) na morzu, a tym bardziej poza wodami terytorialnymi, takimi jak wyłączna strefa ekonomiczna, na której będą się znajdować MFW. To wymaga pilnych regulacji i zmian w prawie, i jest to sprawa pierwszorzędnej wagi. Po drugie, nawet najlepsze rozwiązania systemowe, technika czy doświadczenie specjalistów z branży nie przyniosą pełnego efektu, jeśli nie będzie im towarzyszyła szersza zmiana podejścia do kwestii bezpieczeństwa w projektach offshore. Wciąż zauważam, że zagadnienia związane z ochroną i właściwą identyfikacją zagrożeń – które w ostatnich latach skokowo wzrosły na Bałtyku – wymagają większej uwagi. Potrzebne jest także bardziej kompleksowe podejście do zarządzaniem ryzykiem, w szczególności w obszarze ochrony części morskiej, przesyłowej i lądowej związanej z MFW.
To brzmi trochę jak manifest, a trochę jak powtarzana w kółko od co najmniej 10 lat mantra ludzi z branży bezpieczeństwa morskiego. Coś drgnęło po 2022 roku i wysadzeniu Nord Stream, ale chyba tej świadomości ciągle brak. Jakie w związku z tym masz przesłanie dla naszych czytelników? Są perspektywy pracy i rozwoju ORLEN Ochrona na morzu? Warto inwestować w wyszkolenie sternika łodzi motorowych czy operatora dronów i szukać tu zatrudnienia?
Przyszłość należy do firm z rynku ochrony lub do takich spółek, które, jak ORLEN, posiadają własną spółkę ochrony, łączącą umiejętności zespołu pracowników z nowymi technologiami ochrony. Potrzebni są nam pracownicy posiadający bardzo specyficzne kompetencje. Standardowe szkolenie np. sterników łodzi patrolowych lub operatorów dronów latających zupełnie nie odpowiada rzeczywistym potrzebom przygotowania do pracy w ochronie infrastruktury krytycznej, także na morzu. My szkolimy swoich pracowników sami, korzystając z naszej kadry instruktorów, dlatego serdecznie zapraszam do nas wszystkich, którzy szukają ciekawej, stabilnej pracy i chcą rozwijać swoje umiejętności w nowych technologiach.
Dziękuję za rozmowę!
Rozmawiał: Radosław Tyślewicz
Cezary Jóźwiak – mgr resocjalizacji, którą ukończył w WSPS w Warszawie, absolwent AWF w Szczecinie oraz studiów podyplomowych z zakresu zarządzania kryzysowego w Akademii Morskiej w Gdyni, instruktor sztuk walki, żołnierz JW GROM w latach 1992–2012. Jako żołnierz aktywnej rezerwy w latach 2024–2025 był szefem szkolenia na dwóch pierwszych kursach sterników łodzi bojowych w Centrum Szkolenia Wojsk Specjalnych w Gdyni. Laureat nagrody Buzdygany 2025. Z zamiłowania sternik motorowodny i nurek. W latach 2013–2025 pełnił kolejno funkcje: Szefa Biura Ochrony Grupy Lotos S.A., Szefa Pionu Ochrony Naftoport Sp. z o.o., Dyrektora Oddziału ORLEN Ochrona w Gdańsku.
Wywiad pochodzi z czasopisma SOF MAG 1/2026 i został w całości udostępniony dzięki wsparciu partnera Grupy ORLEN.
Numer SOF MAG 1/2026 można kupić w naszym sklepie internetowym oraz w sieci sklepów Empik.

