piątek, 14 sierpnia

O służbie w JWG, wartościach wyniesionych z jednostki i projektach, które nawiązują do tradycji Cichociemnych i GROM rozmawiamy z Wojciechem Karaszewskim „Karasiem” – byłym operatorem Jednostki Wojskowej GROM.

Jesteś byłym operatorem wojsk specjalnych. Co wpłynęło na twoją decyzję o wstąpienia do specjalsów i jak trafiłeś do Jednostki Wojskowej GROM?

Jako trzecie dziecko w rodzinie wychowywałem się trochę inaczej niż moje rodzeństwo – w dużej mierze na podwórku, wśród kolegów, ale zawsze w oparciu o wartości przekazane mi przez rodziców i babcię, którzy nauczyli mnie szacunku, zasad i tego, co w życiu jest naprawdę ważne. Od najmłodszych lat łączyłem naukę z pracą i sportem – trenowałem karate, piłkę nożną, a jako bramkarz nauczyłem się radzić sobie z presją, pracować w zespole i konsekwentnie dążyć do celu. Będąc nastolatkiem, miałem trzy drogi do wyboru: przejść na ciemną stronę mocy, czyli zająć się bandziorką, tak jak zrobiła cześć moich kolegów, profesjonalnie grać w piłkę nożną lub związać swoje życie z mundurem. Wybrałem służbę ojczyźnie.

Do szkoły oficerskiej trafiłem jako dziewiętnastolatek i szybko zrozumiałem, że ma ona więcej wspólnego z przestarzałym systemem edukacji niż z West Point. Po pierwszym roku rozpocząłem równoległe studia na AWF, co pozwoliło mi otoczyć się ambitnymi ludźmi. Na Zmechu poznałem moich przyjaciół Mariusza Krawca i Roberta Sakowicza, z którymi do dziś prowadzę wspólny biznes. W tym czasie intensywnie trenowałem sztuki walki, dzięki którym nauczyłem się radzenia sobie ze stresem, adaptowania strategii i konsekwencji – umiejętności, które później w pełni wykorzystałem w misjach bojowych i biznesie.

Pod koniec szkoły oficerskiej, zamiast przydziału według wyników, trafiłem alfabetycznie do jednostki w Bartoszycach – miejsca uważanego za koniec świata. Spędziłem tam trzy miesiące, dowodząc trzydziestoosobowym plutonem służby zasadniczej złożonym głównie z chłopaków z trudnych środowisk. Skupiłem się na poprawie ich warunków, leczeniu zębów, wyciąganiu z kłopotów i pokazaniu metodycznego podejścia zamiast poniżania. Spotkałem też antywzór dowodzenia w osobie przełożonego, który traktował ludzi przedmiotowo i stosował radziecki styl zarządzania – lekcja, której nigdy nie zapomniałem.

Wtedy podjąłem decyzję: to nie miejsce dla mnie. Rozpocząłem rozmowy kadrowe, które zakończył się przyjęciem do struktur Straży Granicznej. Dowodziłem plutonem specjalnym zajmującym się zatrzymaniami groźnych przestępców – handlarzy ludźmi, narkotykami czy bronią. Tworzyliśmy zgrany, wyszkolony zespół, realizując operacje wysokiego ryzyka, współpracując z pododdziałami AT. Patrzyłem na nich z podziwem. Wiedziałem, że my gramy w trzeciej lidze, a ja zawsze chciałem grać w pierwszej. Wtedy zrozumiałem że moim celem jest Tier 1 – JW GROM. Momentem przełomowym była decyzja o dalszym rozwoju – bardzo intensywny trening, przejście selekcji, poukładanie planu działania w korelacji z realizacją zawodową mojej żony i intensywne działanie w celu otworzenia nowego etapu życia.

Tak jak to opowiada każdy z moich kolegów – moja selekcja była najtrudniejsza, ale faktycznie kosztowała mnie trochę zdrowia. Chyba nigdy wcześniej nie byłem taki wykończony, ale równocześnie szczęśliwy. Dopiero parę lat później zrozumiałem, o co w tym wszystkim chodziło. Będąc wielokrotnie w kontaktach ogniowych i bardzo trudnych sytuacjach, najważniejsze dla operatora jest umiejętność radzenia sobie ze stałą niepewnością. Bez tej zdolności nie wykonywalibyśmy tak trudnych zadań bojowych.

Selekcja to był pierwszy krok, aby spełnić marzenia o służbie w jednej z najlepszych jednostek specjalnych na świecie. Do jednostki trafiłeś w momencie, kiedy trwały intensywne misje zagraniczne w Afganistanie i Iraku, podczas których pełniłeś odpowiedzialne funkcje. Możesz opowiedzieć naszym czytelnikom, za co odpowiadałeś podczas misji i czym się zajmowaliście?

Fot. Źródło: arch. Wojciecha Karaszewskiego

Zostałem przyjęty do GROM w 2009 roku i rozpocząłem kurs podstawowy. Po dziewięciu miesiącach ekstremalnego wysiłku fizycznego i psychicznego, kosztem zdrowia i życia rodzinnego, ukończyłem kurs podstawowy, zdobywając szary beret i naszywkę Cichociemnych. Był to moment ogromnej dumy, w którym uczestniczyło siedmiu żyjących wówczas Cichociemnych – wzorów patriotyzmu i odwagi. Przetrwaliśmy dzięki determinacji, wsparciu kolegów i bliskich, mimo licznych kryzysów i rozłąki z rodziną. Wiedzieliśmy, że to dopiero początek wyzwań, ale osiągnięcie tego celu było nagrodą, na którą wszyscy czekaliśmy.

Zaraz po ukończeniu kursu wyruszyłem na swoją pierwszą misję bojową do Afganistanu. Była to prawdziwa szkoła życia dla młodego operatora, który w przyszłości miał zajmować stanowiska dowódcze. Bardzo dużo się na tym pierwszym wyjeździe nauczyłem zarówno taktycznie, jak i z zakresu planowania misji. Na kolejnym wyjeździe pełniłem już bardzo odpowiedzialną rolę dowódcy sekcji oraz GFC. Realizowaliśmy bardzo wiele skomplikowanych misji zatrzymywania terrorystów oraz likwidację kaszaków, czyli miejsc, gdzie talibowie magazynowali swoje uzbrojenie. Kilkukrotnie byliśmy w intensywnych kontaktach ogniowych, podczas których z powodzeniem sprawdzaliśmy swój kunszt bojowy.

Na kolejnym wyjeździe zagranicznym byłem dowódcą zespołu zadaniowego, który w sposób bezpieczny miał wycofać personel z ambasady polskiej w Kabulu. Misja była o tyle trudna, że z powodów politycznych musiała być rozciągnięta w czasie. Na skutek tej decyzji personel był narażony na zagrożenia związane z intensywnymi, rosnącymi w siłę działaniami talibskimi. Zakończyliśmy to zadanie sukcesem i wszyscy szczęśliwie wróciliśmy do domu.

Ostatnią moją misją był Irak w 2018 roku. Pełniłem wtedy funkcję dowódcy TF (Task Force). Miałem pod sobą około 150 ludzi z trzech jednostek specjalnych z Polski. Wspieraliśmy działania lokalnych żołnierzy oraz plemion. Uczestniczyliśmy też w ostatnich walkach przeciwko ISIS w Iraku.

Po ostatniej misji w JW GROM czekały na ciebie kolejne wyzwania.

Wiedziałem, że to moja ostatnia misja, dlatego po powrocie do kraju z przyjemnością przyjąłem propozycję zajęcia się bardzo ambitnym zadaniem, jakim było opracowanie oraz wdrożenie w życie programu Super Warrior. Program miał za zadanie przygotować, a następnie wydłużyć efektywność oraz liczbę lat pracy operatorów na zespołach bojowych. Obejmował pełen zakres wsparcia dla operatorów: od wsparcia psychologicznego, dietetycznego, treningu spersonalizowanego do odnowy biologicznej. Mając 9 lat doświadczenia w JW GROM, wiedziałem dokładnie, jak ważne jest przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu oraz kontuzjom.

Są jakieś wydarzenia z okresu służby w GROM-ie, które wspominasz szczególnie?

Realizowaliśmy trudne zadania i misje bojowe. Uczestniczyłem też w operacjach uwolnienia zakładników. Braliśmy również udział w ostatnich bitwach przeciwko ISIS w Iraku, więc było całkiem sporo tych momentów kluczowych w moim życiu, natomiast wśród wielu operacji i szkoleń, którym miałem zaszczyt zarządzać, szczególne miejsce w pamięci zajmuje zabezpieczenie Światowych Dni Młodzieży. Przez dziesięć dni stacjonowaliśmy w klasztorze Franciszkanów, tuż przy słynnym oknie papieskim, dbając o bezpieczeństwo papieża Franciszka i tysięcy uczestników wydarzenia. To były niezwykłe momenty – gdy pełne uzbrojenie ułożone było na ołtarzu w gotowości do użycia – i kiedy zabezpieczaliśmy papieża podczas prywatnych audiencji w komnatach wyłożonych złotem. To robiło wielkie wrażenie.

Jakie wartości wyniosłeś ze służby w jednostce, które wykorzystujesz w codziennym życiu, oraz co uważasz za swój największy sukces osiągnięty podczas służby w GROM?

Wszyscy żołnierze jednostki GROM dokładnie wiedzą, w jakim celu jednostka została powołana do życia, dlaczego szkolą się tak intensywnie i poświęcają zdrowie i życie zgodnie z powołaną misją jednostki.

Wartości, które przyświecają każdemu żołnierzowi, bazują na historii Cichociemnych, ściśle wiążą się z dewizą „Wywalcz wolność lub zgiń”. Wartości te są starannie pielęgnowane i skrupulatnie przekazywane kolejnemu pokoleniu operatorów. Jasno sprecyzowane misja oraz wizja jednostki obleczona jest w ciało w postaci strategii działania.

Każdy najdrobniejszy element układanki w GROM był bardzo istotny, ale i tak najważniejszym filarem funkcjonowania sprawnej maszyny zarówno wojennej, jak i biznesowej są: zespół, solidny fundament i dyscyplina.

Jednostka jest mocno proceduralna, z doskonale działającym systemem szkolenia oraz wieloletnim doświadczeniem bojowym. To wszystko daje solidny fundament i stanowi podstawę do realizacji najtrudniejszych zadań, czyli ratowania życia ludzkiego, obywateli polskich w każdym miejscu na świecie.

Polecamy temat: SOF MAG – 35 lat JW GROM (wydanie specjalne) >>

Elastyczność operatorów jest istotnym elementem umożliwiającym realizację zadań w ekstremalnie trudnych momentach. Oparta jest na ogromnym doświadczeniu i pracy zespołowej, pozwoliła wielokrotnie wychodzić z najtrudniejszych sytuacji obronną ręką z równoczesnym osiągnięciem zamierzonych celów misji. Cecha ta jest kluczowa, ponieważ środowisko, w którym działa GROM, to nieustanna zmiana.

O poziomie zespołu świadczy sposób jego komunikacji. Ponieważ każdy operator dokładnie znał cel działania, a stawka była niezwykle wysoka, nie było miejsca na długotrwały konflikt. Dzięki silnemu poczuciu jedności i wzajemnemu szacunkowi nawet w najtrudniejszych chwilach komunikacja pozostawała na najwyższym poziomie. Pomimo silnych indywidualności oraz różnic w zdaniach operatorów cechował wzajemny szacunek. Zawsze pozostawali w gotowości do realizacji określonej misji, odkładając na bok własne przekonania, koncentrując się na działaniu dla wspólnego dobra. Operatorzy poddawani byli nieustannym sprawdzianom, realizując zadania bojowe. Samokontrola, doskonała komunikacja, nastawienie na szybkie rozwiązywanie problemów, zaufanie oraz realne działanie umożliwiały utrzymywanie najwyższego poziomu sprawności zespołu.

Dyscyplina, panująca w jednostce, była wypracowana przez wieloletnie szkolenie oraz misje bojowe. Nawyki ukształtowane w ten sposób stały się częścią charakteru każdego z nas i stanowiły o sile jednostki GROM. Wszystko dzięki wysokiej samodyscyplinie, którą cechował się każdy operator. Wnioski ze szkoleń oraz zadań bojowych natychmiast wdrażano w życie i znajdowały swoje odbicie w uaktualnionych procedurach. Jednostka nigdy nie stała w miejscu, ewoluowała i dostosowywała się do zmian w taktyce i procedurach przeciwnika. Była zawsze o krok przed nim, minimalizując ryzyko strat własnych. Stosując zasadę maksymalnej prostoty, koncentracji na rozwiązaniu problemów oraz przeniesienia decyzyjności na każdego członka zespołu, uciekaliśmy od zbędnej biurokracji i w dużym stopniu skróciliśmy proces zarządczy oraz czas osiągania wyznaczonych celów.

To dzięki stosowaniu tych zasad, z dumą muszę powiedzieć, że wszyscy ludzie, którymi miałem przyjemność zarządzać w trakcie realizacji wielu misji bojowych, wrócili do swoich rodzin. Nie zawsze bez szwanku, ale zawsze w jednym kawałku i z uśmiechem na twarzy, ściskali swoje dzieci po wielu miesiącach rozłąki. To mój największy sukces.

Kiedy rozstałeś się z jednostką, w cywilu, obrałeś inną drogę niż wielu kolegów z jednostki. Nie zająłeś się szkoleniem, a z sukcesami zostałeś… deweloperem.

W 2019 roku, po latach służby w jednostce GROM, odszedłem z poczuciem spełnienia i dumy. Od pierwszego dnia obiecałem sobie trzy rzeczy: jako lider doprowadzę swoich ludzi bez strat przez każdą misję, odejdę przed czterdziestką i zapewnię sobie finansową niezależność, by sprawnie działać w świecie cywilnym. Wszystkie cele zrealizowałem – nikt pod moim dowództwem nie zginął, zakończyłem służbę w wyznaczonym czasie i zbudowałem kapitał, inwestując w nieruchomości oraz rozwijając spółki deweloperskie. Stojąc w sali tradycji, w otoczeniu historii 316 Cichociemnych, wiedziałem, że ciężki trening, upór i konsekwencja miały jeden cel – nigdy nie żegnać poległego kolegi po misji. Od tego dnia mogłem spokojnie zająć się rodziną oraz budowaniem z moimi przyjaciółmi firmy Mieszkajlogicznie.pl.

Czy doświadczenia bojowe wyniesione z jednostki pomagają w prowadzeniu biznesu?

Jednostka Wojskowej GROM pozwoliła mi sprawdzić swoje umiejętności w najbardziej ekstremalnych warunkach. Teraz w cywilu łączę ze sobą dwa światy: świat sił specjalnych oraz biznesu.

W praktycznym działaniu w trakcie operacji bojowych weryfikowałem zasady skutecznego planowania. Zrozumiałem, jak ważne jest odpowiednie zarządzanie, synergia w zespole, samomotywacja, komunikacja, budowanie dobrych nawyków.

Doświadczenie dowódcze zdobyte w najtrudniejszych sytuacjach na polu walki pozwalają mi ze spokojem i dystansem podchodzić do wszystkich wyzwań, z jakimi mierzę się podczas realizacji projektów biznesowych.

Jakie konkretnie doświadczenia udało ci się przenieść z jednostki na grunt biznesowy?

Wiedzę i doświadczenie jaką zdobyłem w Jednostce Wojskowej GROM wdrażam od 10 lat, budując z powodzeniem własne firmy. Jak wspominałem, mocno wierzymy w efekt synergii, dlatego skrupulatnie podchodzimy do każdego zadania, otaczamy się najlepszymi ludźmi, a przy tym wszystkim jesteśmy bardzo zdyscyplinowani w realizacji dogłębnie opracowanej strategii działania. Wieloletnie doświadczenie w planowaniu operacji bojowych przekładamy z powodzeniem na ułożenie procesów w naszych firmach i osiągane wyniki finansowe.

Dzielimy się tą wiedzą w ramach projektu „Siły specjalne w biznesie“. Zabieramy przedsiębiorców, którzy lubią ambitne wyzwania, w proces rozwojowy inspirowany światem sił specjalnych. Jest to transfer bezcennej wiedzy z pola walki do świata biznesu i nie tylko. Wykorzystując militarne modele zarządzania, uczymy uczestników lepszego podejmowania decyzji oraz sposobów planowania.

Ostatnio powróciłeś ze wspólnikiem do korzeni i zaczynacie działalność biznesową w zakresie produkcji uzbrojenia. Skąd taka decyzja?

Powrót do źródeł zajął nam trochę czasu, ale wojna za wschodnią granicą uświadomiła nam, jak ważne jest działanie tu i teraz. Dlatego powstał projekt Largo House Defense. Rozpoczynamy właśnie produkcję pierwszych partii amunicji 9 mm Parabellum i .223 Remington dla rynku cywilnego. Jesteśmy już po testach, które potwierdziły wysoką jakość i powtarzalność – wartości kluczowe zarówno na polu walki, jak i w biznesie.

Poza tym zawsze marzyłem o stworzeniu własnego karabinka – tak niezawodnego, jak broń, z której korzystaliśmy w jednostce GROM. Szybko jednak przekonałem się, jak złożony to proces i nie interesuje mnie droga na skróty w postaci składania broni z gotowych podzespołów. Doszedłem do wniosku, że skuteczniejsze będzie nawiązanie współpracy z producentem, który łączy doświadczenie z pasją i potrafi tworzyć karabinki spełniające najwyższe wymagania. Tak rozpoczęła się współpraca z ANTREG Polska.

W waszych działaniach zawsze widać aspekt patriotyczny oraz mocno akcentujecie swoje związki z GROM-em. Z okazji rocznicy 35-lecia sformowania jednostki przygotowaliście wyjątkowy produkt. Co to takiego?

Cichociemni oraz JW GROM odgrywają w moim życiu szczególną rolę. Czuję się zobowiązany pielęgnować pamięć o najlepszych żołnierzach, spadochroniarzach Armii Krajowej, jak również o Cichociemnych Nowej Generacji.

Fot. źródło: Antreg Polska

W związku z 35. rocznicą sformowania JWG postanowiliśmy przygotować coś wyjątkowego. Broń, która będzie nie tylko narzędziem, ale też symbolem. Dlatego, wspólnie z ANTREG Polska stworzyliśmy edycję limitowaną karabinka Antreg 316. To nie jest zwykły karabinek – to dla nas szczególny projekt, bo każdy z tych 316 egzemplarzy niesie w sobie część historii i wartości, które są nam bliskie: odwagę, lojalność i gotowość do działania tam, gdzie inni się cofają. Co ważne, to nie tylko broń – to cały zestaw, przemyślany i kompletny, tak jak myśl o oddaniu hołdu dziedzictwu Cichociemnych i 35-leciu Jednostki Wojskowej GROM. Dzięki temu możemy nie tylko pielęgnować pamięć, ale też dawać coś realnego – namacalny manifest naszej drogi i naszego etosu.

Tak jak wspominałeś, jako podstawę zestawu wybraliście karabinek Antreg. Dlaczego pośród tylu światowych producentów, ale także coraz ciekawszych polskich rozwiązań na rynku, wybór padł właśnie na czeski karabinek?

Przez lata służby musieliśmy polegać na niezawodności. W warunkach, w których nie było miejsca na błędy, broń musiała być przedłużeniem decyzji – natychmiastowym, bezawaryjnym, pewnym. Ten sposób myślenia został z nami na zawsze. I to właśnie on był punktem wyjścia do nawiązania współpracy z jednym z najlepszych producentów broni – firmą ANTREG. Postanowiliśmy, że wybierzemy broń, na której można polegać bezgranicznie.

Polecamy temat: Antreg ARS M4s >>

Zaprosiliśmy do współpracy naszych kolegów – byłych operatorów jednostki GROM. Ludzi, którzy tak jak my, sprawdzili się w boju. Zweryfikowaliśmy wspólne bojowe DNA w każdym, najdrobniejszym detalu tej broni. Każda śruba, każdy milimetr – od ergonomii po niezawodność mechanizmów – wszystko zostało przez nas przetestowane w ekstremalnych warunkach.

Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem perfekcji wykonania tego karabinka, a zwłaszcza niezwykle wytrzymałej powłoki powstałej na skutek twardej anodyzacji ELOX połączonej z MIL-SPEC Cerakote™. To technologia, która chroni komponenty statków kosmicznych przed próżnią i promieniowaniem, a tutaj zabezpiecza karabinek.

Dla kogo przeznaczony jest ten karabinek? Czy poza wartością kolekcjonerską przygotowaliście go z myślą o strzelcach sportowych lub bojowych?

Antreg ARS M4s® to wyjątkowy karabinek oparty na platformie M4, zaprojektowany z myślą o najbardziej wymagających użytkownikach – operatorach jednostek specjalnych, profesjonalnych strzelcach sportowych oraz kolekcjonerach ceniących najwyższą jakość wykonania. To broń, która łączy tradycję rusznikarstwa z nowoczesną technologią, oferując konstrukcję bez kompromisów.

Antreg ARS M4s® wyznacza nowy standard w segmencie karabinów M4. To narzędzie stworzone do działania w każdych warunkach – lekkie, niezawodne, maksymalnie precyzyjne. Dzięki ręcznemu pasowaniu, najwyższej klasy komponentom stanowi idealny wybór dla profesjonalistów i entuzjastów broni palnej.