piątek, 30 października

Wywiad z Rafałem Sakowskim, doświadczonym ratownikiem Czerwonego krzyża, obecnie odpowiedzialnym za projekty z obszaru bezpieczeństwa w Fundacji ORLEN.

Z tematyką bezpieczeństwa, ratowania życia i zdrowia oraz z wolontariatem z tego obszaru jesteś związany od wielu lat. Jak to się u ciebie zaczęło? Czym się zajmowałeś i gdzie pracowałeś?

Moja historia związana z tematyką bezpieczeństwa, z ratownictwem i z ratowaniem zdrowia i życia rozpoczęła się w czasach, kiedy byłem jeszcze nastolatkiem. Dotyczy to wielu, którzy związali się z ratownictwem w życiu dorosłym. W młodości miałem związki z harcerstwem, jednak szukałem czegoś bardziej sformalizowanego i ustrukturyzowanego. Na etapie studiów poznałem zadania i rolę Czerwonego Krzyża. Dołączyłem do tej organizacji jako jeden z członków-wolontariuszy, a po latach stałem się również pracownikiem tej organizacji.

W ramach Polskiego Czerwonego Krzyża działa system ratownictwa, który składa się z wyspecjalizowanych jednostek, o których mało kto słyszał. Oczywiście dalej formalnie ma w nazwie PCK. Są to jednostki, których zadaniem jest wejście do działań jako siła drugiego albo trzeciego rzutu w miejsca zdarzeń, gdzie dostępne powszechnie siły i środki (Straże Pożarne, Zespoły Ratownictwa Medycznego) okazują się niewystarczające. W Polskim Czerwonym Krzyżu pracowaliśmy według modelu opartego na własnych doświadczeniach, ale także międzynarodowe. Nie ma na świecie tak silnego państwa, które byłoby w stanie samodzielnie poradzić sobie ze zdarzeniem o naprawdę dużej skali, takim jak wojna czy powódź, z jakimi mieliśmy do czynienia w 1997 albo 2010 czy w 2014 roku. Zawsze są potrzebne dodatkowe ręce i mówi my tu o rękach wolontariuszy – zasobach, które na co dzień są pracownikami korporacji, firm, podmiotów publicznych czy służb. Polski Czerwony Krzyż skupił się na tym, żeby tych wolontariuszy i członków organizacji wyszkolić i wyposażyć. W ten sposób stworzył System Ratownictwa, opierający się o wysoko wyspecjalizowane jednostki działające w dziedzinach takich jak ratownictwo medyczne w trudnych warunkach, ewakuacje medyczne, organizacja i dostawa pomocy humanitarnej.

Mało kto wie, że w Polsce ratownictwo z użyciem psów zaczęło się od Czerwonego Krzyża. Zapoczątkował to wybuch bloku w Gdańsku wiele lat temu. Później miało miejsce zderzenie pociągu w Szczekocinach. Były tam dwie jednostki ratownicze Polskiego Czerwonego Krzyża. Dziś to ponad 500 ratowników, w tym 1/3 to zawodowy personel medyczny oraz ponad 200 akcji poszukiwawczo-ratowniczych w 2025 roku.

Jak długo pracowałeś w Polskim Czerwonym Krzyżu i w jakich działaniach brałeś udział?

Polski Czerwony Krzyż był organizacją, w której pracowałem bardzo długo na wielu szczeblach. Zaczynałem od wolontariatu, kończyłem jako pracownik Biura Zarządu Głównego, odpowiedzialny za reagowanie kryzysowe stowarzyszenia, co dało mi zarówno możliwość pozyskiwania wiedzy, dzielenia się z tą wiedzą, m.in. z takimi podmiotami jak Policja oraz współdziałania z Państwową Strażą Pożarną czy strukturami wojskowymi, po wyspecjalizowane podmioty ratownicze oparte o organizacje pozarządowe. Poprzez wspomniane wcześniej Grupy Ratownictwa, PCK brał udział w szkoleniach oraz współorganizował je razem z Policją, szkoląc funkcjonariuszy odpowiedzialnych za poszukiwanie osób zaginionych – to była to głównie praca w terenie. To działanie dawało mi ogromną satysfakcję. Wielu ludzi myśli, że szkolący to osoba, która przychodzi, ma jakąś wiedzę i tylko ją przekazuje dalej. Dla mnie to była możliwość pozyskiwania wiedzy również od tych, którzy się szkolili. Wiedza pochodząca z Komend Wojewódzkich i Powiatowych Policji ze wszystkich regionów Polski to masa doświadczeń, którymi uczestnicy się dzielili. Jako szkolący mogliśmy te informacje pozyskiwać, zestawiać i badać nowe metody, uczyć się ich czy poznawać nowe narzędzia, a przede wszystkim udoskonalać nasze na podstawie doświadczeń policjantów z akcji.

Później były wyjazdy zagraniczne do Ukrainy i krajów Unii Europejskiej, a także poza Wspólnotę. Jedno z najbardziej pamiętnych wydarzeń miało miejsce w Słowenii 3–4 lata temu, gdzie sytuacja kryzysowa w postaci powodzi błotnych, które dotknęły pół kraju, miała miejsce w piątek. A my już w sobotę byliśmy w drodze z transportem pomocy humanitarnej, który razem z zespołem koordynowaliśmy. Zrobił to wolontariat oparty na pracy kilku, kilkunastu osób, które z dnia na dzień zostały wysłane za granicę, dojechały na miejsce i były w stanie pomagać tam przez dwa tygodnie.

Warto wspomnieć też o sytuacji na granicy z Ukrainą, w którą właściwie wszystkie organizacje w Polsce były zaangażowane. Polski Czerwony Krzyż realizował działania związane z pomocą medyczną i humanitarną dla osób przekraczających granicę.

Mówisz o sytuacji, która miała miejsce po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w Ukrainie?

Moje doświadczenia sięgają 2014 roku, kiedy organizowaliśmy konwoje z pomocą humanitarną. Po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie działania wielu organizacji na granicy zakończyły się po kilku dniach. My pozostaliśmy tam ponad dwa miesiące, udzielając pomocy medycznej ogromnej liczbie ludzi.

Nieco bardziej na północ jest granica z Białorusią, gdzie Czerwony Krzyż był obecny w terenie, jak i w placówkach Straży Granicznej, a także wspierając Rzecznika Praw Obywatelskich zasobami medycznymi przez trzy miesiące. Kiedy zainteresowanie mediów wygasło, Czerwony Krzyż dalej tam był. To ogrom doświadczeń, który mogę dziś wykorzystywać w pracy dla Fundacji ORLEN.

Czerwony Krzyż, podobnie jak wiele organizacji pozarządowych, skupia specjalistów z różnych dziedzin. Z ich doświadczeń warto czerpać.

Praca dla Czerwonego Krzyża, w strukturach Międzynarodowej Federacji Czerwonego Krzyża oraz współpraca z Państwową Strażą Pożarną na wszystkich szczeblach – od komend miejskich po Komendę Główną – pozwoliły mi szkolić się w ramach mechanizmu ochrony ludności, zdobywać nową wiedzę i wdrażać ją w praktyce.

Jak wspomniałeś, obecnie pracujesz w Fundacji ORLEN. Czym się zajmuje fundacja, za co ty jesteś odpowiedzialny i jak doświadczenia zdobyte w PCK pomagają ci na nowym stanowisku?

Wspieramy m.in. PSP, OSP, WOPR, GOPR, PCK oraz inne organizacje działające na rzecz ratownictwa czy bezpieczeństwa, jak Policja. W Fundacji ORLEN odpowiadam za obszar bezpieczeństwa – jeden z czterech kluczowych pionów działalności Fundacji.

Obszar Bezpieczeństwa obejmuje projekty związane z szeroko rozumianym bezpieczeństwem – od niewielkich inicjatyw, jak montaż AED w remizach, po wielomilionowe programy dla Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej.

Największy obecnie realizowany projekt to „ORLEN na straży” z budżetem 20 milionów zł. Koncentruje się na wsparciu ratownictwa drogowego i chemicznego oraz na włączaniu jednostek OSP do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Wspieramy zarówno lokalne społeczności, jak i duże struktury ratownicze, np. GOPR.

Do kogo kierujecie projekty realizowane przez Fundację ORLEN? Czy tylko do podmiotów, o których już wcześniej wspomniałeś?

Fundacja ORLEN działa dzięki środkom ORLENU. To wyraz odpowiedzialności społecznej i świadomości tego, że jako firma i fundacja jesteśmy częścią społeczeństwa. ORLEN zatrudnia blisko 70 tys. osób, a z rodzinami to już ogromna grupa Polaków. Chcemy odpowiadać na ich lokalne potrzeby.

Poza obszarem bezpieczeństwa, to także projekty związane z edukacją, ze sprawiedliwą transformacją oraz wolontariatem. Nasze działania kierowane są zarówno do struktur wewnętrznych ORLENU, jak i środowiska zewnętrznego.

Przeczytaj także: 25 lat razem ze strażakami >>

Wspieramy zarówno niewielkie organizacje, jak i duże służby, m.in. Policję. OSP pozostaje jednak centralnym punktem naszej uwagi – to dla tych formacji powstaje najwięcej projektów. Często reagujemy na zapotrzebowanie środowiska. Nie tworzymy ich w oderwaniu od rzeczywistości: konsultujemy je ze strażakami i dostosowujemy do realnych potrzeb.

W ubiegłym roku realizowaliśmy dwa duże programy: „ORLEN na straży” oraz „ORLEN. Razem dla bezpieczeństwa” o wartości 6 mln zł. Pamiętam rozmowę z jednym ze strażaków, który powiedział, że sprzęt, który dla nich kupiliśmy, uratował życie 18 osobom. Takie historie są naszym paliwem napędowym i pokazują inny punkt widzenia niż tylko finansowy. Pokazują, że sprzęt działa, ratuje życie i jest wykorzystywany długofalowo.

Nie tylko Straż Pożarna może liczyć na waszą pomoc. Wspieracie także Policję. W jakim zakresie?

Pamiętamy, że za nasze bezpieczeństwo odpowiadają nie tylko strażacy. W 2025 roku podpisaliśmy umowę grantową na wsparcie zadań realizowanych przez policję. Chcemy pomagać m.in. w zakupie nowoczesnej floty pojazdów, bo bezpieczeństwo funkcjonariuszy jest równie ważne jak bezpieczeństwo obywateli.

Czy projekty, które realizujecie, to wyłącznie wasza inicjatywa?

Nie – wiele z nich powstaje z inicjatywy środowiska. Dobrym przykładem jest program dla psów ratowniczych. To niszowy, ale bardzo potrzebny obszar działań OSP i organizacji cywilnych, w tym PCK. Ktoś mógłby powiedzieć, że pies to narzędzie w rękach człowieka, chociaż prywatnie dla członków OSP i innych stowarzyszeń to pełnoprawni członkowie rodziny. Obserwując to środowisko i wsłuchując się w jego głosy, stwierdziliśmy, że niezwykle istotne jest wspieranie ich działalności w tym obszarze.

Wspieramy zarówno psy pracujące w terenie, jak i psy gruzowiskowe. Polska ma to szczęście, że nie doświadcza trzęsień ziemi, ale mamy wyspecjalizowaną grupę strażaków USAR (Urban Search and Rescue – przyp. red.), która wyjeżdża za granicę, by nieść pomoc po katastrofach. W Polsce również działają grupy wykorzystujące psy do pracy na gruzowiskach i te zespoły także postanowiliśmy wspierać. Obserwujemy teraz, jak projekt jest odbierany i jak wykorzystywane są środki. Uważnie przyglądamy się temu, czy nasze działania mają sens i realnie wpływają na społeczeństwo.

Jakie projekty planujecie realizować w najbliższym czasie?

Myślimy o formule kolejnych edycji programów strażackich. W zeszłym roku powołaliśmy program „ORLEN. Razem dla bezpieczeństwa”, który spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem. Zrodził się w odpowiedzi na obecne zagrożenia w Polsce – od zmian klimatycznych, przez zagrożenia hybrydowe, po inne wyzwania współczesnych czasów. Program był skierowany do OSP z województw przy wschodniej granicy. Kolejne
projekty będziemy uruchamiać w tym samym duchu, bo wierzymy, że to, co robimy, jest potrzebne i dobre.

Czy można zwrócić się do Was po pomoc także z własnymi pomysłami?

Istotne jest to, że nie zamykamy się tylko na jedno środowisko. Wiemy, że Polacy są bardzo aktywni w wolontariacie i w różnego rodzaju organizacjach pozarządowych. To właśnie tam pojawiają się świetne pomysły, ukierunkowane na działalność lokalną i budowanie społecznej odpowiedzialności.

Współpracujemy z dużymi partnerami, od Polskiego Czerwonego Krzyża po Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. Także z organizacjami działającymi lokalnie na wsiach. Tam również trafiają środki z naszych projektów z obszaru szeroko rozumianego bezpieczeństwa. Docieramy do dzieciaków, które uczą się udzielania pierwszej pomocy. Zmieniamy infrastrukturę, poprawiając miejsca takie jak przejścia dla pieszych, a także dofinansowując szkolenia dla Kół Gospodyń Wiejskich.

Dużo mówiłem o budowaniu społecznej odporności. To są projekty, którym będziemy się przyglądać z uwagą, bo wiemy, w jakich czasach przyszło nam żyć. Jeśli ktoś ma dobry pomysł związany z tym obszarem, zapraszamy do współpracy.

Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiał: Tomasz Łukaszewski

Wywiad pochodzi z czasopisma SOF MAG 5/2026, które można kupić w naszym sklepie internetowym oraz sieci sklepów Empik. Został udostępniony w całości dzięki wsparciu naszych partnerów.