Kobiety pojawiły się w nowoczesnych strukturach wywiadu i kontrwywiadu znacznie wcześniej, niż sugerują to popularne wyobrażenia. Przez dekady ich udział bywał jednak systematycznie ukrywany, marginalizowany albo sprowadzany do ról pomocniczych. Z perspektywy historycznej nie można więc mówić o „wejściu” kobiet do służb specjalnych dopiero w końcu XX w., lecz raczej o późnym uznaniu ich faktycznej obecności i sprawczości operacyjnej. Archiwa, wypowiedzi oficjalne i opracowania historyczne pokazują bowiem, że kobiety były agentkami, kurierkami, analityczkami, operatorkami łączności, oficerami prowadzącymi, organizatorkami siatek, a z czasem także przełożonymi struktur wywiadowczych.

Punkt wyjścia: kiedy kobiety pojawiły się w wywiadzie i kontrwywiadzie?

Punktem wyjścia do dyskusji o trwałej obecności kobiet w nowoczesnym wywiadzie i kontrwywiadzie jest okres I wojny światowej. Natomiast ich liczna obecność oraz różnorodność wykorzystania zaczyna się w czasie II wojny światowej. Wcześniej kobiety pojawiały się w pojedynczych operacjach, w sieciach konspiracyjnych i działalności kurierskiej, lecz dopiero wojna totalna oraz rozwój zbiurokratyzowanych aparatów państwowych stworzyły zapotrzebowanie na większą i bardziej zróżnicowaną kadrę.

W praktyce wywiadowczej kobiety okazały się szczególnie użyteczne tam, gdzie potrzebne były dyskrecja, cierpliwość, swobodne funkcjonowanie poza stereotypowym profilem oficera, umiejętność budowania relacji i gotowość do działania pod presją. Należy jednak podkreślić, że ich obecność nie była prostą konsekwencją emancypacji. Częściej wynikała z wojennej konieczności i z pragmatyki służb, które sięgały po kobiety wtedy, kiedy było to operacyjnie opłacalne.

Instytucje wywiadowcze i kontrwywiadowcze nie były w awangardzie zmian na rzecz równości. Przeciwnie, długo pozostawały strukturami skrajnie hierarchicznymi i konserwatywnymi. Kobiety dopuszczano do zadań ważnych, ale często bez równorzędnego statusu, formalnej ścieżki awansu i symbolicznego uznania.

USA: od OSS do CIA

Przypadek amerykański dobrze pokazuje rozbieżność między skalą udziału kobiet a tempem ich instytucjonalnej emancypacji. Oficjalna historia CIA przypomina, że w szczytowym momencie Office of Strategic Services (OSS), poprzednik CIA, zatrudniał ponad 13 tysięcy osób, z czego 35 procent stanowiły kobiety. Ten odsetek obala mit, jakoby kobiety były w amerykańskim wywiadzie jedynie wyjątkiem albo marginesem. Jednocześnie nie oznaczał on jeszcze równego dostępu do prestiżu, wpływu i ścieżek kariery.

W strukturach OSS kobiety wykonywały zadania analityczne, wspierały operacje nieregularne i paramilitarne, pracowały pod przykryciem dyplomatycznym oraz nieoficjalnym, a także uczestniczyły w obiegu informacji strategicznych. Oficjalna narracja CIA mówi wprost o „kobietach i mężczyznach w OSS” („women and men of OSS”) zaangażowanych zarówno w zbieranie i analizę informacji, jak i w operacje niekonwencjonalne oraz paramilitarne. Jest to ważne sformułowanie dla przypomnienia roli kobiet w służbach wywiadowczych. Potwierdza, że kobiety nie były wyłącznie personelem zaplecza, lecz częścią rdzenia wysiłku wywiadowczego i operacyjnego. Po utworzeniu CIA sytuacja stała się jednak bardziej ambiwalentna.

Polecamy temat: Zagrożenia wywiadowcze dla polskiej infrastruktury krytycznej >>

Wiele kobiet kontynuowało służbę, ale w realiach zimnowojennej biurokracji często zamykano je w rolach kancelaryjnych, ewidencyjnych lub pomocniczych. Podobnie jak w okresie po I wojnie światowej, powrót mężczyzn z frontu wyrugował kobiety z ważnych misji oraz wpłynął na oddelegowanie ich do tzw. lżejszych prac.

Amerykańska debata o kobietach w CIA jest dziś dobrze udokumentowana również w źródłach popularnonaukowych i instytucjonalnych. Badania Lizy Mundy i jej książka „Tajna historia kobiet w CIA” poświęcone historii kobiet w CIA podkreślają, że agencja „polegała na kobietach, jednocześnie próbując je tłamsić i wykorzystać ich potencjał”, a więc jednocześnie opierała się na ich pracy i próbowała ograniczać ich rozwój. To jedno z najtrafniejszych streszczeń paradoksu amerykańskich służb specjalnych. Kobiety były potrzebne, ale niechętnie dopuszczane do pełni statusu operacyjnego. Długo uznawano, że nadają się do kabli, archiwów, tzw. martwych skrzynek (potajemnego przekazywania przedmiotów lub informacji między dwoma agentami bez bezpośredniego kontaktu) i pracy organizacyjnej, natomiast nie do „prawdziwego” typowania, werbowania i prowadzenia źródeł czy kierowania tajnymi operacjami.

Dopiero późniejsze dekady, szczególnie od lat 70. i 80. XX w., przyniosły stopniowe przełamywanie tej bariery. Znaczenie miały tu zarówno przemiany społeczne w samych Stanach Zjednoczonych, jak i doświadczenia operacyjne, które pokazały, że wykluczanie kobiet jest marnotrawstwem zasobów ludzkich. W szerszej perspektywie historycznej symboliczny moment domknięcia tego procesu przyniosła nominacja Giny Haspel na dyrektora CIA w 2018 roku, interpretowana jako kulminacja długiej, pełnej walki z nierównością drogi kobiet od pozycji niewidzialnej pracownicy do najwyższego stanowiska w agencji.

Anna Grabowska-Siwiec

Cały artykuł możesz przeczytać w numerze 3/2026 czasopisma SOF MAG – Special Operations Forces Magazine, który będzie do kupienia w naszym sklepie internetowym oraz w sieci sklepów Empik.