W 2026 roku Straż Graniczna obchodzi 35. rocznicę utworzenia formacji. Na co dzień funkcjonariusze SG chronią polskich: granic, morza, lotnisk, a nawet pokładów statków powietrznych. Prawie od początku istnienia Straż Graniczna ma w swoich strukturach – cieszące się uznaniem i dobrą opinią zarówno w kraju, jak i na arenie międzynarodowej – elitarne jednostki wykonujące najniebezpieczniejsze zadania specjalne. Tegoroczna rocznica to najlepsza okazja, aby przypomnieć jak powstawały, rozwijały się i ewaluowały siły specjalne Straży Granicznej. Artykuł powstał w oparciu o wiedzę historyczną oraz wspomnienia funkcjonariusza Straży Granicznej, będącego uczestnikiem tamtych wydarzeń.

Olimpiada antyterrorystyczna CTC 1999

Grupa szturmowa przesuwała się ciemnym korytarzem znajdującym się na minus pięćdziesiątym drugim poziomie podziemnego bunkra przeznaczonego na stanowisko dowodzenia i ośrodek rządowy, ulokowany niedaleko Bonn. Polscy komandosi przemieszczali się małą sekcją bojową wyposażoną w niemieckie MP 5, co w 1999 roku było topowym wyposażeniem ówczesnych antyterrorystów podczas Close Quarters Battle (CQB). Polacy mieli standardowe zadanie dla tego typu jednostek: zabić wszystkich terrorystów, uratować zakładników, wycofać się najlepiej bez strat własnych. Drogę utrudniały im liczne pułapki zwane wtedy booby traps, labirynt pomieszczeń (musieli w określonym rygorze czasowym nauczyć się jego mapy na pamięć) oraz pojawiający się co jakiś czas uzbrojeni terroryści. Podziemny bunkier był prawdziwą twierdzą. Ulokowany pod masywnymi wzgórzami, porośniętymi winnicami był stworzony tak, aby rosyjskie satelity nie mogły go dostrzec z orbity. Całkiem do niedawna stanowił ścisłą tajemnicę państwową RFN i nie tylko był nieznany Niemcom, a co dopiero Polakom. Tak więc jego ujawnienie oznaczało, że zmiany w Europie po 1989 r. wkroczyły w kolejną fazę odwilży, a ryzyko wojny nuklearnej pomiędzy niedawnymi wrogami zaczynało wydawać się jakimś przeszłym wymysłem z kategorii science fiction. Dla profesjonalistów oznaczało to również, że gdzieś indziej Niemcy ulokowali równie tajny ośrodek na wypadek wojny, którego lokalizacja będzie utrzymywana w ścisłej tajemnicy przez kolejne dekady.

Opisywany bunkier był prawdziwym małym miasteczkiem, przewidzianym dla ponad tysiąca osób – ścisłego kierownictwa politycznego RFN z kanclerzem, rodzinami polityków oraz członkami ochrony. W podziemnym labiryncie pomieszczeń i korytarzy położonych na głębokości pozwalającej przetrwać pobliski wybuch głowic atomowych znajdowały się nie tylko niezbędne magazyny z zapasami wody, żywności, instalacje uzdatniające wodę i powietrze, ale również przedszkole, szkoła, kuchnie, stołówka, sale telewizyjne i radiowe, siłownie, szpital z salą operacyjną, gabinet dentystyczny, magazyny broni oraz pojazdów. Jednym słowem wszystko co pozwoli przynajmniej w teorii przetrwać tej wybranej elitarnej grupie osób, która według założeń będzie mogła ukrywać się miesiącami pod ziemią, a po opuszczeniu schronienia zajmie się zarządzaniem zgliszczami cywilizacji po nuklearnej apokalipsie. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Ośrodek mógł zostać odtajniony i przeznaczony do ćwiczeń sił specjalnych oraz jednostek antyterrorystycznych nie tylko niemieckich, ale również sojuszniczych, goszczonych przez elitarną jednostkę jak Grenzschutzgruppe 9 (GSG 9) – niemiecką jednostkę antyterrorystyczną Straży Granicznej, obecnie Policji Federalnej. W ten oto sposób antyterroryści z Wydziału Realizacji Biura Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Głównej Straży Granicznej trafili do tego obiektu. Wykonując postawione przed nimi zadanie przemieszczali się szybko, co pewien czas celnie eliminując cele ze swoich MP-5. Zdawali sobie sprawę z upływającego czasu. Od momentu odprawy do zakończenia zadania podlegali presji psychicznej i fizycznej oraz limitowi czasu. Sędziowie oceniali dowodzenie, podział zadań, zgranie zespołu, celność strzałów, szybkość. Za wszystko można było łatwo uzyskać punkty karne.

Przeczytaj także: AGAT to mobilność, siła ognia i charakter ludzi >>

W zależności od zadania trzeba było zapamiętać twarze terrorystów, zakładników lub mapę obiektu oczywiście mając na to raptem kilkanaście sekund.

Korytarz wypełniony gazem łzawiącym funkcjonariusze pokonali czołgając się w maskach przeciwgazowych pamiętając, że w ostatnim pomieszczeniu za drzwiami zostali pozostali terroryści chowający się z zakładnikami. Błyskawiczny szturm, celna eliminacja wszystkich terrorystów spowodowały, że żaden z zakładników nie został zabity lub ranny. Teraz należało tylko ewakuować się jak najszybciej do punktu zbiórki znajdującego się 1,5 km dalej, w zboczu góry. Po 200-metrowym biegu podziemnym, wąskim korytarzem, ku swojemu zdziwieniu pogranicznicy dostali rowery, na których sprintem pokonali ostatni kilometr podziemnego labiryntu.

Działania w bunkrze były jedną z konkurencji podczas CTC 1999 – olimpiady antyterrorystycznej organizowanej od 1995 r. co cztery lata przez GSG 9. CTC to zawody, które trwają kilka dni. Podczas złożonych konkurencji zawodnicy są oceniani zespołowo. Konkurencje obejmują strzelanie bojowe, strzelanie precyzyjne, tory przeszkód, pływanie, planowanie taktyczne, pracę zespołową i rozwiązywanie zagadek logicznych pod wpływem stresu. W klasyfikacji generalnej zawodów w tej konkurencji polska reprezentacja Straży Granicznej zmieściła się w pierwszej 10-tce wśród 46 najbardziej elitarnych zespołów antyterrorystycznych lat 90., wśród których były: FBI HRT, GIS, GOE, GING.

Jednak zanim jako funkcjonariusze Straży Granicznej trafiliśmy do byłego tajnego ośrodka dowodzenia pod Bonn potrzeba było wizji i woli decydentów, którzy modernizowali Straż Graniczną i ówczesne jednostki antyterrorystyczne w Polsce.

Michał Stachyra

Cały artykuł możesz przeczytać w wydaniu specjalnym SOF MAG – 35 lat Straży Granicznej, które jest do kupienia wyłącznie w naszym sklepie internetowym.